De Łindows - Depresja


150A ja jestem punk i w ramach walki z wszystkimi stereotypami lubię”, dobra nie ważne, co tam lubię. Choć nie będę się chował po kątach i udawał greka, bo punkiem to ja raczej nie jestem no i mojej sympatii do De Łindows nie mam zamiaru tego ukrywać.
Ponoć najtrudniej jest zrobić rzeczy proste. Jeśli tak jest to De Łindows musieli się napracować nieziemsko, bo nie czarujmy się, że na "Depresji" jakiejś wirtuozerii nie ma się, co spodziewać. Jest to album, równy, szybki, z pazurem, a mimo to można odnaleźć w nim solidną dawkę miłych dla ucha melodii. Całość, mimo że jest prosta jak cep, to jednak dzięki wyraźnej egzystencji denciaków w składzie zespołu nabiera takiego trochę wysublimowanego brzmienia. Skoro jesteśmy przy brzmieniu to jednak będę musiał przestać słodzić grupie. Cóż, moim skromnym zdaniem perkusja brzmi trochę zbyt płasko, a i większe wyeksponowanie gitary też by nie zaszkodziło. Zdecydowanie na płycie najbardziej podeszły mi "Azbestowi Piromani" oraz "Pierwszy", ale takich kawałków z kopem jest tu zdecydowanie więcej.
Fajne, ostre i chwytliwe granie. Niebanalne, a mimo to nie wymagające większego skupienia czy uwagi. De Łindows nagrali jak najbardziej przekonywujący debiut i mam nadzieję, że na dwójce będzie jeszcze lepiej.

Ocena: +7/10


FATMAN